W drodze z Puerto de Santiago przez wąwóz Masca do Punta de Teno wiało tak, że głowę urwać chciało. I na Punta de Teno prawie urwało. Temperatura w gróach Masca 10 stopni, chmurzyska, brrr (a polar został w hotelu…) Droga szeroka na półtorej samochodu ( mijanie się nawet nie na lusterka, a na lakier) góra dół góra dół, wszędzie gdzie nie spojrzeć w dół daaaaleko… Wypożyczona corsa 1.2 ledwo dyszała na podjazdach. Całe szczęscie, że mój kochany mąż dobrze radzi sobie za kółkiem! Ja na siedzeniu pasażera jako operator sprzętu audio-video, w jednej ręce aparat w drugiej mała kamerka. Przez cały czas nieustające ciary na plecach. Nie wiedziałam gdzie patrzeć, czy podziwiać widoki przez okno, czy wypatrywać samochodów do wyminięcia, czy robić zdjęcia czy próbować nagrać jakiś trzęsąco-obrazowy filmik. Generalnie uczucie ciagłej ekscytacji połączone z lekkim przerażeniem. Dodatkowo przed wjazdem na Punta de Teno olbrzymia tablica informacyjna, że dalsza jazda na własne ryzyko… spadające skały, silny wiatr, droga nad urwiskiem 400m w dół do oceanu… ale… po parosekundowym zawachaniu jedziemy dalej. Na końcu drogi nie bardzo widać, żeby ludzie się przejmowali tą tablicą informacyjną, bo dookoła zatrzęsienie samochodów. Ale warto było. Widoki po drodze i na końcu drogi zrekompensowały wszystkie potencjalne zagrożenia na trasie. Zapraszam do oglądania.























